• Dla Rodziców

          • Pomoc dla Rodziców! Pomoc dla dziecka!

          • oZnalezione obrazy dla zapytania pomagamy rodzicom w wychowaniu

             

                            W tym miejscu zapraszamy Rodziców do dzielenia się wiedzą, która może być istotna w trudnym procesie wychowywania dziecka. Zachęcamy do przekazywania informacji, porad, dzielenia się swoją wiedzą i doświadczeniem, które mogą wesprzeć innych Rodziców  w rozwiazywaniu problemów wychowawczych, zdrowotnych czy emocjonalnych.

             

             

            A oto list Pani psycholog, pracującej w naszym przedszkolu!

            DRODZY RODZICE!

             

                                             ARTYKUŁ I:   kilka słów o języku opisującym:Znalezione obrazy dla zapytania pomoc psychologiczna dla dzieci

                        Haim Ginott – specjalista z dziedziny psychologii dziecka uczy psychologów, wychowawców i rodziców nowego (odmiennego od tradycyjnego) języka, którego  powinniśmy używać w kontaktach z dziećmi. Język ten przede wszystkim nie ocenia! Unika się w nim wyrażeń, które oceniają charakter bądź zdolności dziecka. Wystrzega się takich słów jak: „głupi”, „niezdarny”, „zły”, a nawet „piękny”, „dobry”, „cudowny”, gdyż nie są one pomocne, przeszkadzają dziecku. Zamiast tego używa się słów, które opisują. Możemy opisywać to, co widzimy i to, co czujemy. Na przykład:

                                    Dziecko: -„Czy ten obrazek jest ładny?”

                                    Rodzic: -„Widzę fioletowy dom, czerwone słońce, niebo w paski i dużo kwiatów. Patrząc na to mam wrażenie, że jestem na wsi”.

                                    Dziecko: -„Narysuję jeszcze jeden”.

                        Gdyby rodzic odpowiedział: „Jest piękny, jesteś wielką artystką”, byłby to ostatni rysunek, jaki dziecko narysowałoby tego dnia, gdyż przecież już nic nie może być lepsze niż „wielki” i „piękny”. SŁOWA, KTÓRE OCENIAJĄ, POWSTRZYMUJĄ DZIECKO, A SŁOWA, KTÓRE OPISUJĄ – WYZWALAJĄ JE.

                        Słowa opisujące zachęcają dziecko do samodzielnego znalezienia rozwiązania problemu. Na przykład, gdy dziecko rozleje mleko: R: „Widzę, że mleko się rozlało” i wręczamy dziecku szmatkę – unikamy przez to obwiniania i kładziemy nacisk na to, co istotne – na to, co dziecko powinno zrobić. Gdyby rodzic w takim wypadku powiedział: „Głupi! Zawsze wszystko rozlewasz! Nigdy się tego nie nauczysz!” – możemy być pewni, że dziecko zmobilizowałoby wszystkie siły na obronę (np. „To nie ja, to pies”, „On mnie popchnął”) a nie na szukanie rozwiązania. Zapytajcie, co zrobić z emocjami w takich sytuacjach? Otóż, nikt od rodziców nie wymaga by byli cierpliwi i nie złościli się, ale, gdy się złościmy to TEŻ MOŻEMY UŻYWAĆ TAKICH SŁÓW, KTÓRE NIE WYRZĄDZAJĄ SZKODY I NIE TŁAMSZĄ LUDZI, NA KTÓRYCH NAM ZALEŻY (np. jeśli jest bałagan w pokoju dziecka, zamiast: „Dlaczego z ciebie taki bałaganiarz?”, „W ogóle nie dbasz o swoje rzeczy, psujesz każdą rzecz, którą dostaniesz”. Nawet, jeśli dziecko wtedy posprząta, pozostanie mu uczucie żalu do rodzica i niepochlebna opinia o samym sobie. Można to wyrazić inaczej: „Widok tego pokoju nie sprawia mi przyjemności”, „Złości mnie to, co widzę. Miejsce zabawek, rzeczy i książek jest na półce!”, albo: „Kiedy widzę rzeczy walające się na podłodze, ogarnia mnie wściekłość! Mam ochotę wyrzucić to wszystko przez okno!”

                        Jedną z głównych zasad stosowania tego języka jest to, żeby używać jak najmniej słów. Jeśli tylko to jest możliwe: ZASTĘPUJ CAŁĄ „LITANIĘ” JEDNYM ZDANIEM, ZDANIE – JEDNYM SŁOWEM, A SŁOWO – GESTEM. Dzięki temu zamiast skupiać się na wymyślaniu: „co by tu jeszcze powiedzieć” zaczniesz uważniej słuchać i zrozumiesz uczucia swojego dziecka, do którego będziesz mógł się odwoływać w procesie wychowywania.

             

                                                                         Opracowała: Bożena Kłek

            na podstawie książki:

            „Wyzwoleni rodzice. Wyzwolone dzieci” Faber A., Mazlish E. 

            ARTYKUŁ II:  Znalezione obrazy dla zapytania pomagamy dzieciom

            „JAK SZANOWAĆ PRAWO DZIECKA DO AUTONOMII?

            Niestety w naturze rodziców nie leży dawanie autonomii dzieciom. Wszyscy rodzice chcą ochraniać, kontrolować, doradzać, kierować. Chcą czuć się potrzebni, ważni, niezbędni. To tak jakby nie pozwalali dziecku żyć. A tymczasem właśnie dając dziecku autonomię w pewnym sensie ofiarowujemy mu swoją miłość. Bo pozwolenie dziecku by używało własnej siły, wymaga od nas większej miłości do niego. Trzeba wielkiej miłości, by oddzielić nasze nadzieje od nadziei naszych dzieci, oddzielić ich rozczarowania od naszych, by pozwolić im na wewnętrzną walkę, byśmy wreszcie przestali być im niezbędni.

                        Jeśli weźmiecie sobie Państwo do serca te słowa o prawie dziecka do autonomii, to łatwiej Wam będzie we wrześniu, gdy przeważnie wyjście dziecka do szkoły jest koszmarem dla całej rodziny. Wtedy zamiast przypominać dzieciom o zabraniu drugiego śniadania, tenisówek, książek, okularów, zamiast trzymać im kurtki, zapinać guziki i ciągle popędzać, będziecie mogli spokojnie wypić jeszcze filiżankę kawy, a dzieciom zawołacie: „Powiedzcie mi, kiedy będziecie gotowi do wyjścia”. I uwierzcie mi, że jeżeli na początku nie wszystkie guziki będą zapięte, i co jakiś czas dziecko czegoś zapomni, to z czasem stanie się całkowicie odpowiedzialnym za siebie i swoje rzeczy, prawdziwym uczniem. Większą pomoc okażemy dziecku, kiedy na jego skargę, że znów zapomniał zabrać stroju na w.f., powiemy: „Trudno jest pamiętać o lekcji, która odbywa się raz w tygodniu, prawda. Ale znam Cię. Znajdziesz sposób, żeby o tym nie zapominać”.

                        Kiedy dziecko wraca po lekcjach do domu, następnym problemem staje się odrabianie zadań domowych. Jak dziecku pomóc nie robiąc niczego za nie? Przede wszystkim nie wolno rodzicom nie doceniać siły własnych słów. Jeśli np. dzieci między kolegami przezywają się od „głupków”, to dobrze zdają sobie sprawę, że tak sobie żartują, ale kiedy mama albo tata albo nauczyciel nazwą go „głupkiem” – to dziecko myśli, że to prawda, bo przecież wg dziecka dorośli „wiedzą co mówią”. Co dzieje się z dzieckiem, które zaakceptuje fakt, że jest np. „głupie”? Jak sprosta wymaganiom tej sytuacji? Odpowiedź jest prosta. Powie sobie: „Jestem głupi, to po co mam próbować? Jeśli nie będę próbować, to nie poniosę porażki”.

            Ale, jeśli jego możliwości będą właściwie określane, czyli zamiast oceniać (np. „brzydkie pismo”) powiemy: „Widzę, że „a” i „b” stoją w jednej linii i skoro ci się to udało, to i pozostałe literki możesz spróbować napisać w tej samej linii” i kiedy dziecko będzie się starało dalej ulepszać swoje pismo, można mu przypomnieć, żeby wszystkie literki pochylały się w tę samą stronę, (ale że „to nie jest łatwe”). Jeśli podejmie dalsze próby ćwiczenia można podpowiedzieć, że następny krok jest jeszcze trudniejszy – bo, trzeba zachować tę samą odległość między literkami”. Jeśli dziecko zada sobie tyle trudu by ulepszać pismo, to i wtedy nie wystarczy powiedzieć: „Teraz już jest bardzo dobrze!”, ale zamiast tego: (zależności od tego co widzimy) „Widzę, że odległości między literkami są całkiem równe. Wszystkie litery znajdują się w tej samej linii i większość pochyla się w jedną stronę. Aż przyjemnie popatrzeć na taki charakter pisma!”. A, więc na początku trzeba docenić to co dziecko już osiągnęło. I, jeśli aktualnie nie widzi się jakichś postępów, to rodzice są w idealnej sytuacji, gdyż mogą odwoływać się do przeszłości, przypomnieć mu sytuacje, w których osiągało już sukcesy (w różnych dziedzinach życia – nie tylko związane z nauką) co pomoże dziecku uwierzyć w swoje siły i podtrzymać szacunek do samego siebie.

                        Tak samo jak z krytycznymi ocenami, trzeba uważać z oceniającym chwaleniem. Osoba niewtajemniczona zdziwi się, że chwali dziecko na wyrost, a ono staje się nieznośne. Ale psycholog nie widzi w tym nic dziwnego. Wie, że dzieci odrzucają takie całościowe pochwały, to je zbyt ogranicza i sami się prosimy o kłopoty. Np. okaże się, że nasze dziecko, które do tej pory mijało się z prawdą – powie nareszcie prawdę, a my, żeby go pochwalić użyjemy słów: „Jesteś bardzo prawdomównym chłopcem, najbardziej prawdomównym chłopcem na świecie!”. Dziecko zaczyna się czuć zaniepokojone, otrzymało pochwałę, na którą nie zasługuje („Gdyby tata wiedział , ile razy nie powiedziałem prawdy…”). Chce się dopasować do tej opinii, ale to nie jest łatwe. Został zapędzony w kozi róg. Jest w pułapce. Jak z tego wybrnie? Może jego zachowanie się trochę pogorszy, tylko na tyle, żeby udowodnić ojcu, że wcale nie jest takim aniołkiem.

                        Jeśli będziemy opisywać zalety i możliwości dziecka, pomożemy mu dowiedzieć się, i to dogłębnie, na czym polega jego siła, kim jest. Ten rodzaj samowiedzy rzadko staje się udziałem osoby, która była ciągle oceniana. Życie staje się dla takiej osoby trudniejsze. Często jest uzależniona. Musi odwoływać się do innych ludzi, żeby dowiedzieć się kim jest, na co ją stać i czy potrafi sobie z czymś poradzić. A, jeśli dziecko zna swoją siłę, z czasem samo potrafi powiedzieć: „Jestem zadowolony ze swojej pracy” albo „Nie jestem zadowolony ze swojej pracy”.                  

                                                                  Opracowała: Bożena Kłek

            Na podstawie książki: „Wyzwoleni rodzice. Wyzwolone dzieci” Faber A., Mazlish E.